Geneza kryzysu w Wenezueli

Trudno jest nawet pojąć ogrom narastającego kryzysu gospodarczego w Wenezueli. To wręcz zdumiewające, że tylko w ubiegłym roku gospodarka tego kraju zmniejszyła się o 10%, a na koniec bieżącego będzie mniejsza o 23% w porównaniu do tej z 2013 roku (według raportów IMF). Już teraz liczy się, że inflacja w tym roku przekroczy 1600%. Jeżeli te liczby mimo wszystko nie robią na nas wrażenia, to wystarczy wspomnieć, że w przeciągu ostatniego roku przeciętny Wenezuelczyk stracił 8,7 kg ze swojej wagi z powodu niedoboru żywności. Co jeszcze dziwniejsze, obecnemu kryzysowi nie jest winna żadna wojna zewnętrzna czy wewnętrzna. Wenezuela swój kryzys zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie oraz coraz większemu reżimowi prezydenta Nicolása Maduro. Jak do tego doszło? Przecież jeszcze 50 lat temu Wenezuela była przykładem dla reszty Ameryki Łacińskiej, dzięki swojej stosunkowo stabilnej demokracji, nie odbiegającej znacząco od tej, którą mamy choćby w WIelkiej Brytanii!

Jak doszło do tej tragedii?

Gospodarka Wenezueli opiera się na ropie naftowej. Przywódcy kraju zawsze szczycili się największymi na świecie rezerwami tego surowca, natomiast winą za słabą ekonomię obwinia się niestabilne ceny baryłki. Olej napędowy stanowi 90% wenezuelskiego eksportu. W dużej mierze pomaga finansować budżet państwa i zapewnia środki na towary konsumpcyjne, które kraj musi importować. Prawie wszystkie towary od papieru toaletowego po spodnie w Wenezueli pochodzą z zagranicy.

W 2000 roku,gdy ceny ropy poszybowały w górę, Wenezuela uzyskała znaczący zastrzyk gotówki. Niestety dla mieszkańców tego kraju, passa skończyła się w roku 2014. Po śmierci Hugo Cháveza przedstawiono nowy rząd z Nicolásem Maduro na czele. W wyniku spadku wartości wenezuelskiej waluty wzrosłyby ceny importowanych towarów, co z kolei spowodowałoby spadek popytu na nie. To złamałoby nowo wybrany Wenezuelski rząd, a Maduro nie mógł sobie na to pozwolić, dlatego też rząd oficjalnie utrzymywał zawyżone kursy walut.

null

fot. Nicolás Maduro

Od ery Cháveza rząd kontrolował przepływ dolara jaki zdobył przemysł naftowy. Aby importer mógł ściągnąć towar, musiał przedstawić wartościowość danego przedmiotu, nim rząd pozwalił na wymianę waluty na zakup towaru. Prezydent Maduro znacząco ukrócił taką możliwość. Efekt nie był zamierzony, w miarę zmniejszenia przepływu towarów wzrosły ich ceny. W rezultacie Maduro próbował kontrolować ceny oraz zwiększenia opodatkowania. To z kolei spowodowało zamknięciu lub przeniesieniu towaru na czarny rynek. Kłopoty finansowe rządu w końcu doprowadziły do bałaganu. Wraz ze spadkiem przychodów z ropy naftowej o połowę oraz wzrostem deficytu budżetowego Maduro mógł zdecydować się na zmniejszenie wydatków oraz optymalizację systemu podatkowego. Takie działanie spowodowałoby jednak spadek popularności rządu, więc aby pokryć rachunki, postanowiono dodrukować banknoty. To jeszcze bardziej nakręciło inflację i podważyło wenezuelską gospodarkę.

Prawda jest jednak taka, że ropa naftowa jest tylko kozłem ofiarnym gospodarki w Wenezueli. Pełna zależność Wenezueli od ropy naftowej oraz jej rosnące ceny wywarły presję na kurs walutowy stawiając inne gałęzie przemysłu w niekorzystnej sytuacji. W momencie, gdy ceny ropy spadają, to tylko uwypukla słabość pozostałych branż, które w tym momencie byłby na wagę złota. Rządy krajów, które eksportują ropę, w dużej mierze starają się zapobiegać ewentualnym stratom. Jednym z przykładów takich działań jest tworzenie rezerw finansowych wykorzystywanych w momencie słabszej koniunktury. Dla przykładu Arabia Saudyjska posiada ponad 500 miliardów dolarów takich rezerw. Innym przykładem może być Norwegia, która posiada fundusz na poczet wypłacenia państwowych emerytur opiewający na sumę niecałych 900 miliardów dolarów.

Chávez miał szczęście, ponieważ objął urząd wykorzystując dwuletni okres dynamiki i wysokich cen ropy naftowej. Niestety wszystkie zarobione pieniądze byłyby od razu wydawane. PKB w latach 2000-2013 wzrosło z 28% do 40% – to znacznie więcej niż w innych krajach Ameryki Łacińskiej w tamtym okresie. Wydatki na wytworzenie rezerw finansowych zostały znacznie ograniczone. W 2000 roku Wenezuela miała wystarczające środki, by pokryć siedmiomiesięczny import towarów. Rezerwy te w 2013 roku zapewniły zapas jedynie na 3 miesiące. W tym samym czasie zapasy Rosji wzrosły z 5 do 10 miesięcy, a Arabii z 4 do aż 37 miesięcy.

Dlaczego Wenezuela nie była gotowa?

null

fot. Hugo Chávez

Dlaczego Chávez nie przygotował swojego kraju lepiej na ewentualne problemy? Według wersji wydarzeń przedstawionej przez przedstawicieli jego rządu, to Wenezuelczycy źle pracowali w okresie dobrej koniunktury. Głównymi winowajcami stali się kapitaliści, którzy ponoć okradali resztę obywateli. Prawda jest jednak inna. Chávez znacznie zwiększył wydatki publiczne na programy socjalne, żywność i energię. Wenezuelczykom odpowiadały wyższe dochody oraz lepszy standard życia i właściwie nikt nie zastanawiał się nad przyszłością.

Politycy mają tendencję do inwestowania w rzeczy, które przynoszą im popularność w danym momencie, zamiast zastanawiać się nad przyszłością, która będzie miała miejsce po okresie ich urzędowania. Chávez wywłaszczył i dystrybuował bogactwo, aby osłabić wrogów i zyskać sojuszników. W nieostrożnym zarządzaniu gospodarką naftową podkopał jej wartość, czym wsparł wenezuelski socjalizm. Jego ataki na prywatne firmy spowodowały ich upadek i uniemożliwiły rozwój wydobycia zasobów. W ostatnich latach Wenezuela produkowała mniej oleju niż Chiny oraz Arabia Saudyjska.

Przyszłość Wenezueli w czarnych barwach

null

W niedalekiej przeszłości wszyscy patrzyli w kierunku Wenezueli z zazdrością, ale popularność trudno jest utrzymać. Im większa chęć utrzymania władzy, tym większa gotowość do zaakceptowania długofalowego ryzyka, w zamian za krótkoterminowe korzyści. Niezależnie od rezultatu koniec końców najbardziej cierpią ludzie.

2 thoughts on “Geneza kryzysu w Wenezueli

  • 23 października 2017 at 14:58
    Permalink

    Tak kończy się niestety życie ponad stan. Socjalizm w całej swej okazałości.

    Reply
  • 23 października 2017 at 15:00
    Permalink

    Chciałoby się tylko powiedzieć: gospodarka głupcze! Mając takie zaplecze finansowe, postanowić po prostu przejeść wszystkie pieniądze to szczyt głupoty

    Reply

Dodaj komentarz